USUNIĘCIE MIGDAŁKÓW PODNIEBIENNYCH // Przebieg operacji i rekonwalescencji //
Pierścień chłonny Walderey’a to bez dwóch zdań jeden z tych pierścieni, który nie cieszy się naszym specjalnym zainteresowaniem. Co innego pierścień zaręczynowy z #Tiffany&Co, right girls?! O nim powiedzieć mogłybyśmy sporo! Do wybrania jest typ kamienia, jego szlif czy kruszec, w którym może być osadzony. A jakiś tam pierścień chłonny na „W” – ponad 99% z Was nie będzie miała pojęcia o tym, gdzie w organizmie jest on zlokalizowany i jaką spełnia funkcję. #goodforyou! Ja mogłabym za to, w oparciu o doświadczenia z nim związane, spokojnie rozpocząć już przewód doktorski. Pierścień chłonny Walderey’a to miejsce, w którym krzyżują się drogi oddechowe i pokarmowe. Skupisko tkanki chłonnej w obrębie błony śluzowej gardła nie powinno budzić wielkiej sensacji, gdyby nie fakt, iż jednymi z największych części składowych tej tkanki są m. in. migdałki podniebienne. Te dwa niewielkie gruczoły, położone na bocznych ścianach gardła, u przeciętnego człowieka mają wymiary zbliżone do 1 x 1,5 cm i przynajmniej przez kilka / kilkanaście pierwszych lat życia pełnią istotną funkcję w walce z infekcjami. U mnie fatalnie z tej roli wywiązywały się … od kiedy pamiętam! Ostre zapalenie gardła (angina) z wyskokami temperatury przekraczającymi 40℃. Zapalenie węzłów chłonnych. Ropień okołomigdałkowy. Obturacyjny bezdech senny. Tak wyglądała moja codzienność. Z biegiem lat każda kolejna infekcja przebiegała w trudniejszy do wyleczenia sposób, a wdrażana antybiotykoterapia nie prowadziła już do poprawy stanu zdrowia. Bez względu na przyjmowane witaminy, suplementy, dedykowane szczepienia czy rozmaite próby nabrania odporności, nie było miesiąca, abym nie zmagała się z anginą, ani nocy, kiedy nie doświadczałam bezdechu sennego, spowodowanego przerostem tych w teorii „niewielkich” gruczołów. Postanowiłam zatem zapisać się na dwie (niezależne) konsultacje laryngologiczne, których rezultatem były opinie pozyskane od różnych specjalistów, brzmiące jednak tożsamo. TONSILLEKTOMIA, a więc operacyjne USUNIĘCIE MIGDAŁKÓW PODNIEBIENNYCH. Ze względu na stan gruczołów oraz dolegliwości, jakie powodują powinno się ono odbyć w możliwie najszybszym terminie. W placówce państwowej, do której zostało mi wystawione skierowane (Szpital Uniwersytecki nr 2 im. J. Biziela w Bydgoszczy) przewidywany termin zabiegu oscylował na przełomie 05 / 06 … 2024 roku!!! Ze względu na odległość terminu oraz znacznie dłuższy czas hospitalizacji w szpitalu państwowym, zdecydowałam się na wybór szpitala działającego w ramach Centrum Medycznego Gizińscy w Bydgoszczy, gdzie zabieg dla dorosłych nie był już refundowany. Operacji poddałam się dn. 10 – 11 – 2021 roku (tj. w minioną środę), a z moimi doświadczeniami możecie zapoznać się przechodząc do dalszej części wpisu.
Walderey’s absorbent ring is without a doubt one of those rings that is not of special interest to us. What’s different with an engagement ring from # Tiffany & Co, right girls?! We could say a lot about it! You can choose the type of stone, its cut or the ore in which it can be embedded. And some lymph ring on „W” – over 99% of you will have no idea where it is located in the body and what function it performs. #goodforyou! On the other hand, based on the experience related to it, I could easily start my doctoral dissertation. Walderey’s lymph ring is where the respiratory and digestive tracts intersect. The concentration of the lymphatic tissue within the pharyngeal mucosa should not cause a great sensation, if not for the fact that some of the largest components of this tissue are, among others. palatine tonsils. These two small glands, located on the side walls of the pharynx, in the average person have dimensions close to 1 x 1,5 cm and for at least the first several / dozen or so years of life they play an important role in the fight against infections. For me, they performed this role very badly … for as long as I can remember! Acute pharyngitis with temperature fluctuations over 40°C. Inflammation of the lymph nodes. Peritonsillar abscess. Sleep apnea. This was my everyday life. Over the years, each subsequent infection was more difficult to cure, and the implemented antibiotic therapy did not lead to an improvement in health. Regardless of the vitamins, supplements, dedicated vaccinations or various attempts to gain immunity, there has not been a month that I have not struggled with sore throat, nor a night when I have not experienced sleep apnea caused by an overgrowth of these, in theory, „small” glands. Therefore, I decided to sign up for two (independent) consultations, the result of which were opinions obtained from various specialists, but they sounded identical. TONSILECTOMY = REMOVAL OF TONSILS. Due to the condition of the tonsils and the symptoms they cause, it should be performed as soon as possible. In the state facility to which I was sent (J. Biziel University Hospital No. 2 in Bydgoszcz, PL) the expected date of the surgery oscillated at the turn of 05 / 06 … 2024!!! Due to the distance of the term and much longer hospitalization time in a state hospital, I decided to choose a hospital operating as part of the Gizińscy Medical Center in Bydgoszcz, where the treatment for adults was not refund. I had surgery on 10 – 11 – 2021 (last Wednesday) and you can read my experiences by going to the next part of the post.
TONSILLEKTOMIA
WSKAZANIA do wykonania zabiegu to nawracające anginy (występujące co najmniej kilka razy w ciągu roku), odtwarzające się ropnie okołomigdałkowe (przedstawione na wektorze powyżej), przerost migdałków podniebiennych, choroby odogniskowe (zapalenie stawów / nerek / serca), a także obturacyjny bezdech senny. Nie zdziwię Was jeśli napiszę, że na tym etapie miałam 5 i jedna trzecia / 6, zatem niemal komplet punktów.
PRZECIWSKAZANIA to czynna infekcja dróg oddechowych, złe wyniki badania krwi (morfologia / sód / potas / APPT / INR / antygen HBS) lub badania EKG, przyjmowanie leków rozrzedzających krew, choroby uniemożliwiające podanie pacjentowi narkozy oraz uczulenie na narkozę. Przed operacją byłam pewna, że mój wynik to 0 / 6 i nie ma absolutnie żadnych przeciwskazań, aby się jej poddać. Jak się okazuje powiedzenie, że „pewna w życiu jest tylko śmierć i podatki” okazało się być trafione w punkt!
KWALIFIKACJA DO ZABIEGU jest dwuetapowa. Pierwszy etap stanowi wizyta u specjalisty laryngologa / otolaryngologa, która ma na celu potwierdzenie zasadności wykonania zabiegu operacyjnego, a także zaznajomienia pacjenta z etapami jego przebiegu i późniejszej rekonwalescencji. Drugi etap to wizyta anestezjologiczna, na której zebrany zostaje szczegółowy wywiad odnośnie stanu zdrowia, chorób przewlekłych, przyjmowanych leków oraz ewentualnych przebytych uprzednio zabiegów operacyjnych. Omawiany jest także sposób znieczulenia. W przypadku tonsillektomii u osób dorosłych wykonywane jest znieczulenie ogólne. Podczas tego typu znieczulenia mózg nie odbiera żadnych sygnałów, dzięki czemu pacjent nie odczuwa bólu, nie słyszy bodźców z otoczenia i jest totalnie nieświadomy. Przyjmuje się jednak, iż 1 na 1000 osób może, w ramach podania narkozy, wybudzić się i doświadczyć „niezamierzonej świadomości śródoperacyjnej”. Podczas konsultacji anestezjologicznej śmiałam się z lekarzem, że to jedyny czas, kiedy kłamstwo dotyczące wagi może przynieść nieprzyjemne skutki. Przed operacją pacjent jest ważony, aby dawka koktajlu została odpowiednio przeliczona i dopasowana do jego wagi.
PRZEBIEG ZABIEGU. Na godzinę przed operacją w Centrum Medycznym Gizińscy ponownie został sprawdzony stan mojego zdrowia. Po stwierdzeniu, że jest on dobry, a wszystkie przyniesione ze soba dokumenty (dowód osobisty, certyfikat COVID’owy, wyniki badania krwi oraz odczyt + opis badania EKG, oryginał grupy krwi, ankieta przedoperacyjna) kompletne, zostałam zakwaterowana w pokoju w części szpitalnej CMG. Zostało założone mi wkłucie dożylne (co udało się za piątą (!) próbą, bowiem moje żyły należą do tych specjalnej troski) i podłączona kroplówka nawadniająca. W międzyczasie zaliczyłam szybką rozmowę ku pokrzepieniu serc z Panią dr Magdaleną Doroszyńską – Tomczyk oraz lekarzem anestezjologiem, po czym zostałam przewieziona na salę operacyjną. Na niej dożylnie została mi zaaplikowana mieszanka leków zwiotczających, usypiających, uspokajających oraz przeciwbólowych , a także gazów (wdychanych za pośrednictwem maski nakładanej na twarz). Ostatnie co pamiętam to rzucone przez jednego z obecnych specjalistów „dobrych snów” …, a następnie „ale nas Pani przestraszyła”. W moim mniemaniu te dwa zdania dzieliły sekundy, a tak naprawdę były to aż 2 godziny. Standardowo podanie narkozy, operacyjne usunięcie migdałków podniebiennych, a później wybudzenie pacjenta na sali pooperacyjnej trwa nie więcej niż godzinę. Skąd zatem ta duża różnica czasowa w moim przypadku? Po podaniu mieszkanki leków zwiotczających, usypiających, uspokajających oraz przeciwbólowych, okazało się, że któryś z nich wywołał w moim organizmie tak silną reakcję alergiczną, że momentalnie zaczęłam puchnąć, a moja skóra zmieniać kolor. Uratowało mnie oczywiście natychmiastowe działanie lekarza anestezjologa, ale i fakt, iż byłam uprzednio przygotowana do zaintubowania. Rurka, której dzień wcześniej tak bardzo się bałam i dyskutowałam czy aby na pewno nie można zrezygnować z wprowadzenia jej przed zabiegiem do tchawicy, przyczyniła się do tego, że do płuc cały czas dostarczany był tlen. Prawdopodobieństwo wystąpienia anafilaksji śródoperacyjnej określane jest na poziomie 1 : 10 000 zabiegów operacyjnych, w tym na środki zwiotczające – 1 : 6 500. Biorąc pod uwagę, że szansa na trafienie „6” w Lotto to 1: 14 000 000 to chyba powinnam zastanowić się nad tym, aby zacząć ją obstawiać, bo „szczęście” jest po mojej stronie. A wracając do tematu przebiegu zabiegu – kiedy anestezjolog ustabilizował mój stan i rozpoczęcie operacji było bezpieczne, pani dr przystąpiła do nacięcia łuków podniebiennych i wyłuszczenia migdałków wraz z otaczającymi je torebkami. Z racji stopnia ich przerośnięcia, licznych zrostów i zwłóknień uzyskane nisze zostały skoagulowane pęsetą bipolarną, a ponadto zszyte od dołu. Po zakończonym zabiegu zostałam wybudzona i przewieziona do pokoju pooperacyjnego.
SAMOPOCZUCIE PO ZABIEGU było zaskakująco dobre. Ze względu na przestrzeganie przeze mnie faktu, iż na operację należy stawić się minimum 12h od ostatniego posiłku oraz 6h od ostatniego przyjęcia wody, nie odnotowałam żadnych skutków ubocznych ze strony przewodu pokarmowego. Nie wystąpiły nudności czy wymioty. To już coś! Dość uciążliwe były za to drgania kończyn dolnych. Ustały onej jednak po mniej więcej 30 minutach od wybudzenia. Irytowały mnie zatem dość krótko. Byłam totalnie zszokowana jak dobrze się czuję! Odczuwałam oczywiście ból przełyku (spowodowany intubacją) oraz ból po bokach szyi, który był następstwem wyciętych gruczołów, natomiast nie szłam na kawę tylko na zabieg, było to więc dla mnie jasne, że dolegliwości bólowe będą dokuczliwe, oceniłam je na 5 / 10. Nie wierzyłam Pani dr, która lojalnie uprzedzała mnie, że już w nocy oraz w kolejnych dobach będą mi one uprzykrzać życie do tego stopnia, że znane przekleństwa będę odmieniać przez wszystkie przypadki. No nie wierzyłam … aż nastała noc. Środki anestezjologicznie, którymi byłam nafutrowana zaczęły się metabolizować, a ich miejsce zastąpiły kroplówki ze środkiem przeciwbólowym, który w mojej ocenie nie dawał więcej niż roztwór wodny z mikro i makroelementami!!! Pierwsza noc była trudna. Zła, zirytowana, głodna i spragniona nie przespałam ani minuty. A dopiero kolejne dni i noce pokazały mi jak fatalnie mogę się czuć.
DZIEŃ II to zero picia, zero jedzenia, za to masa zażaleń. Oprócz bólu, z którym jak się okazało można żyć, nękała mnie ogromna opuchlizna twarzy, zniekształcenie oraz rozerwanie ust. To jednak nie było dla mnie najgorsze. Jako osoba, która przez siedem lat cierpiała na duszności spowodowane niewiedzą o ultrasilnej alergii na przyjmowaną wraz z pożywieniem laktozę, czując znowu ten ucisk w gardle, miałam wrażenie, że cofnęłam się do tego okresu ze swojego życia, którego wolałabym nie pamiętać.
DNI III / IV / V / VI nie różniły się od siebie niczym. Po opuszczeniu szpitala, skończyły się cudowne czasy niepicia wody. Brak wkłucia dożylnego oznaczał także brak nawadniających kroplówek. Musiałam zmusić się do picia wody. Nad każdym łykiem kontemplowałam kilka minut, przyjmując ich zaledwie kilka w ciągu doby, podobnie jak łyżek płynnego jogurtu, co sprawiło, że do bólu gardła, niemożności przełykania dołączyło także osłabienie organizmu. Próbowałam więc pić wodę oraz przyjmować niewielkie ilości roślinnych jogurtów, a później także bezlaktozowego kleiku ryżowego. Nie odnotowałam nawet najmniejszej poprawy stanu zdrowia. Ani dolegliwości bólowe, ani głosowe się nie zmniejszyły, więc nie ukrywam, że się podłamałam. Codziennie wstawałam z nadzieją, że ten dzień będzie lepszy niż poprzedni, jednak cudu nie uświadczyłam.
DZIEŃ VII przyniósł za to wyczekiwanie światełko w tunelu! Przełykanie nie było już tak utrudnione, a ból uprzykrzający egzystowanie. Myślałam sobie, że będzie juz tylko lepiej. Cały dzień uśmiech nie schodził mi z twarzy, a że mogłam już nieco otwierać buzię (szczękościsk zaczął maleć) to ochoczo wpatrywałam się w swoje nowe wielkie dziury, na których miejscu jeszcze kilka dni temu były schorowane migdałki. Czekacie na #happyend? To jeszcze nie ten czas! W szóstej dobie po zabiegu, kiedy już namiętnie mogłam oglądać wnętrze swojej paszczy, zrozumiałam, że jej swędzenie, opuchnięcie, tworzące się rany, rozległe plamy, wysypka i wszechobecny biały nalot to nic innego jak reakcja uczuleniowa na przyjmowany antybiotyk (Amoksiklav 875 + 125 mg). Jego bazę stanowi amoksycylina, która aż w 1 na 10 przypadków wywołuje kandydozę, czyli zakażenie drożdżakowe błon skóry, na przykład jamy ustnej. Miałam oczywiście nadzieję, że skoro samo przyszło to i samo pójdzie. Kolejnego ranka okazało się, że stan infekcji znacznie się jednak zaostrzył.
DZIEŃ VIII / IX należał do tych, które wspominać będę zdecydowanie najgorzej! Zawsze jestem optymistycznie nastawiona do tego, co napotykam na swojej drodze. Tłumacząc sobie, że za kilka dni będzie lepiej udało mi się oswoić ból pooperacyjny, przeżyć głodowe racje płynnego pokarmu, ale opuchnięta, piekąca jama ustna z szalejącym w niej grzybem naprawdę była ponad moje siły!!! Pół dnia spędziłam rycząc w poduszkę. W przerwie od dram aplikowałam zapisany mi roztwór nystatyny i w sumie to czekałam na cud. Jak zapewne dobrze rozkminiacie – ten nie nastał. Co więcej w czwartek (w godzinach wieczornych) pękły mi szwy założone z lewej strony gardła. Doprowadziło mnie do kolejnej dawki ryków. Na całe szczęście Pani dr Magdalena Doroszyńska – Tomczyk odbiera telefony od rozhisteryzowanych pacjentów, więc udało jej się mnie szybko uspokoić. Krwawienie się nie pojawiło, więc pęknięte szwy nie okazały się w sumie tragiczne w skutkach, co przez pierwsze minuty po zdarzeniu postrzegałam właśnie w ten sposób.
DZIEŃ X to dzień konsultacji. Konsultacji, na którą bardzo czekałam, chciałam się bowiem dowiedzieć jak Pani dr ocenia stopień wyleczenia ran pooperacyjnych. Ku mojemu ogromnemu zadowoleniu okazało się, iż gardło goi się wręcz wzorowo, a pęknięte szwy czy przechodzona infekcja nie wpłynęła na nie w negatywny sposób. Mimo braku przyjmowania leków antykrwotocznych (zostały mi one zapisane, ale ze względu na ponadprzeciętną gęstość krwi miały one jedyne czekać w pogotowiu), rany nie zaczęły podkrwawiać, a to doskonała informacja. Na niszach pomigdałkowych rozpoczął się już za to proces tworzenia włóknika, który stanowi naturalną barierę ochroną dla operowanej tkanki. Włóknik po +/- 14 dniach od operacji powinien się od niej zacząć oddzielać, aby nisze mogły się regenerować i po upływie ok 6 tygodniu ukazać zdrowe, delikatnie zaróżowione gardło. Z informacją o tym, iż proces powrotu do pełni sił i zdrowia może potrwać jeszcze kolejne 10 – 14 dni udałam się uśmiechnięta do domu.
TONSILLECTOMY
INDICATIONS for the procedure are recurrent sore infection (occurring at least several times a year), recurrent peritonsillar abscesses, tonsil hypertrophy, reflex diseases (arthritis / kidney / heart disease), and obstructive sleep apnea. I will not be surprised if I write that at this stage I had 5 and a third / 6, so almost a full set of points.
CONTRAINDICATIONS include an active respiratory infection, poor blood tests (morphology / sodium / potassium / APPT / INR / HBS antigen) or ECG tests, taking blood thinners, diseases that prevent the patient from being anesthetized and allergic to anesthesia. Before the surgery, I was sure that my result is 0/6 and there are absolutely no contraindications for undergoing it. As it turns out, the saying that „only death and taxes are certain in life” turned out to be accurate!
COURSE OF THE TREATMENT. An hour before the operation, my health was checked again at the Giziński Medical Center. After finding that it is good and all the documents (ID card, COVID certificate, blood test results, original blood type, preoperative survey) complete, I was accommodated in a room in the hospital part of the CMG . I got an intravenous line (which I managed to do after the fifth (!) try, because my veins belong to those special needs) and an irrigation drip was connected. In the meantime, I had a quick conversation with my doctor Magdalena Doroszyńska-Tomczyk and an anesthesiologist, and then I was taken to the operating room. I was injected intravenously with a mixture of muscle relaxants, sleeping pills, sedatives and painkillers, as well as gases (inhaled through a mask applied to the face). The last thing I remember is „sweet dreams” thrown by one of the present specialists … and then „you scared us”. In my opinion, these two sentences were seconds apart, and in fact it was as long as 2 hours. As a standard, administration of anesthesia, surgical removal of the palatine tonsils, and then awakening the patient in the recovery room takes no more than an hour. So where does this big time difference in my case come from? After administering a mixture of muscle relaxants, sleeping pills, sedatives and painkillers, it turned out that one of them caused such a strong allergic reaction in my body that I immediately started to swell and my skin to change color. Of course, I was saved by the immediate action of the anaesthesiologist, but also by the fact that I was previously prepared for intubation. The tube, which I was so afraid of the day before and discussed whether it would be possible to give up inserting it into the trachea before the procedure, contributed to the fact that oxygen was supplied to the lungs all the time. The probability of intraoperative anaphylaxis is estimated at 1: 10 000 of surgical procedures, including muscle relaxants – 1: 6 500. Considering that the chance of hitting a „6” in „Lotto” lottery is 1: 14 000 000, I should probably consider starting betting on it, because „luck” is on my side. Coming back to the subject of the procedure – when the anesthesiologist stabilized my condition and the commencement of the operation was safe, the doctor proceeded to incision the palatine arches and enucleation of the tonsils together with the bags surrounding them. Due to the degree of their overgrowth, numerous adhesions and fibrosis, the obtained niches were coagulated with bipolar tweezers and, moreover, sewn at the bottom. After the surgery, I was awakened and taken to the recovery room.
WELL-BEING AFTER THE TREATMENT was surprisingly good. Due to my observance of the fact that one should show up for the surgery at least 12 hours after the last meal and 6 hours after the last water intake, I have not noticed any side effects from the gastrointestinal tract. There was no nausea or vomiting. At least, that’s something! On the other hand, the vibrations of the lower limbs were bothersome. It ceased, however, about 30 minutes after awakening. So they irritated me quite briefly. I was totally shocked at how well I felt! Of course, I felt pain in my esophagus (caused by intubation) and pain on the sides of my neck, which was a consequence of the excised glands, but I didn’t go for coffee but for surgery, so it was clear to me that the pain would be annoying, I rated it 5 / 10. I did not believe the doctor, who loyally warned me that at night and in the following days they would make my life so difficult that I would change the known curses at all times. Well, I didn’t believe … until night came. The anesthetic agents with which I was impregnated began to metabolize, and their place was replaced by drips with an analgesic, which in my opinion did not give more than an aqueous solution with micro and macro elements !!! The first night was difficult. Angry, irritated, hungry and thirsty, I didn’t sleep a minute. And only the next days and nights showed me how terrible I can feel.
DAY II is no drinking, no food, but a lot of complaints. In addition to the pain I can live with, I was plagued by huge facial swelling, distortion and tearing of my mouth. This, however, was not the worst for me. As a person who for seven years suffered from shortness of breath caused by not knowing about an ultra-severe allergy to lactose taken with food, feeling that pressure in my throat again, I had the impression that I had moved back to that period in my life that I would prefer not to remember.
DAYS III / IV / V / VI did not differ from each other. After leaving the hospital, the wonderful times of not drinking the water were over. The lack of an intravenous line also meant no irrigation drips. I had to force myself to drink water. I contemplated on each sip for a few minutes, taking only a few of them a day, just like the tablespoons of liquid yogurt, which made the weakening of the body add to the sore throat and inability to swallow. So I tried to drink water and take a small amount of plant-based yoghurt, and later also lactose-free rice gruel. I did not notice even the slightest improvement in my health. Neither the pain nor the voice complaints decreased, so I must admit that I broke down. Every day I got up hoping that this day would be better than the previous one, but I did not experience a miracle.
DAY VII brought light at the end of the tunnel! Swallowing was no longer so difficult, and the pain was no longer so disturbing to exist. I thought it would only get better. All day long, the smile did not leave my face, and since I was able to open my mouth a bit (the lockjaw started to decrease), I was eagerly staring at my new large holes, where only a few days ago were sick tonsils. Are you waiting for #happyend? It’s not the time yet! On the sixth day after the procedure, when I could passionately see the inside of my mouth, I understood that its itching, swelling, wounds, extensive spots, rash and the ubiquitous white coating are nothing more than an allergic reaction to the antibiotic taken (Amoksiklav 875 + 125 mg). It is based on amoxicillin, which causes candidiasis in 1 out of 10 cases some yeast infection of the skin membranes, for example in the mouth. Of course, I hoped it would come and go by itself. The next morning, it turned out that the infection had worsened considerably.
DAYS VIII / IX were one of those that I will definitely remember as the worst! I am always optimistic about what I encounter on my way. Explaining to myself that in a few days it would be better, I managed to tame the postoperative pain, survive the hunger rations of liquid food, but the swollen, burning mouth with the fungus raging inside it was really beyond my strength!!! I spent half the day crying so sooo badly! During a break from drama, I applied the nystatin solution prescribed for me and I was waiting for a miracle. As you probably understand well – this one did not come. Moreover, on Thursday (in the evening) the stitches on the left side of my throat broke. It led me to another dose of roars. Fortunately, dr. Magdalena Doroszyńska-Tomczyk receives calls from hysterical patients, so she managed to calm me down quickly. There was no bleeding, so the ruptured sutures did not turn out to be tragic, which I saw in the first minutes after the incident.
DAY X was the day of appointment. I was waiting for a consultation, because I wanted to find out how the doctor assesses the degree of healing of postoperative wounds. To my great satisfaction, it turned out that the throat heals perfectly and that cracked seams or a passing infection did not have a negative effect on them. Despite the lack of taking anti-hemorrhagic drugs (they were prescribed to me, but due to the above-average thickness of the blood, they were the only ones to wait in the emergency room), the wounds did not start to bleed, which is excellent information. The process of creating fibrin, which is a natural barrier for the operated tissue, has already started in the post-tonsil niches. The fiber after +/- 14 days from the operation should start to separate from it, so that the niches can regenerate and after about 6 weeks show a healthy, slightly pink throat. With the information that the process of returning to full strength and health may take another 10 – 14 days, I went home smiling.
Zapytana o WNIOSKI z przebytej operacji usunięcia migdałków podniebiennych jeszcze kilka dni temu odpowiedziałabym, iż totalnie żałuję, że się jej poddałam! Z mojej relacji na Instagramie wiecie już jednak, że podobnie jak mam to w zwyczaju – z publicznym wygłaszaniem osądów się wstrzymuję do czasu nabrania chłodnego spojrzenia na daną kwestię, tak postąpiłam i tym razem. Przez minione dni opublikowałam na swoich profilach społecznościowych jedynie dwie klatki (bezpośrednio po operacji). Z komentarzem wstrzymałam się do 10 dni od zabiegu. Teraz, kiedy nie jestem już tak nafaszerowana lekami, jak jeszcze kilka dni temu i mogę jasno myśleć, uważam, że moja decyzja o wykonaniu tej operacji była jedyną słuszną. Trudno jest mi opisać Wam to, co czułam praktycznie każdego miesiąca, kiedy ostry stan zapalny atakował moje gardło, a ja wiedziałam, że znowu przepisane mi antybiotyki nie będą sobie w stanie z nim poradzić. Nawet nie dziesiątki, a setki razy nabywane (nie wiadomo skąd?!) infekcje krzyżowały mi plany, sprawiały że musiałam totalnie przeorganizować swój dzień czy zrezygnować z uprzednio zaplanowanego wyjazdu. Ciężko nie wspomnieć jest mi także o tym, że od kilku lat spokojnie nie przespałam ani jednej nocy. Bezdech senny w każdej jednej sprawiał, że budziłam się nie mogąc nabrać w płuca powietrza. I choć totalnie kuriozalnie to zabrzmi, ale ostatnie noce, mimo że w bólach i przepełnione złością pokazały mi dopiero jak cudownie mogą spać wszyscy normalni ludzie, którzy nie cierpią na bezdech. Hellooooo … teraz i ja należę do tego grona! Jeśli faktycznie operacyjne usunięcie migdałków podniebiennych okaże się także remedium na ostre infekcje gardła i sprawi, że na długie miesiące, a może i lata będę mogła odpocząć od antybiotykoterapii to uznam tę decyzję za jedną z lepszych w życiu! Oczywiście rekonwalescencja jest dosyć długa i dokuczliwa, a problemy z przełykaniem czy głodowanie (bo trudno inaczej nazwać przyjmowanie wody i rzadkich papek) nawet mnicha wytrąciłyby ze stanu spokoju to wszystko dzieje się nie bez powodu. Jeśli dwa tygodnie cierpienia mają przynieść lata ulgi to ja jestem na TAK! Pewnie, że uważam, iż wydana kwota (4 500 zł) mogłaby przeze mnie zostać spożytkowana w zdecydowanie przyjemniejszy sposób. Moje zdrowie jest jednak dla mnie priorytetem! Z tego tytułu nie brałam pod uwagę opcji zapisania się na operację w placówce państwowej, w której zaproponowany został mi termin odległy o ponad 2,5 roku. Jeśli Wy możecie czekać, a stan migdałków nie jest tak fatalny jak w moim przypadku to myślę, że warto zastanowić się nad takową opcją.
A na koniec zostawiam Was z genialną myślą brytyjskiego chirurga Stephen’a Westaby, pochodzącą z jego książki pt. „Kruche życie. Historie życia i śmierci prosto z sali operacyjnej”:
„To, co zwykle odpowiadałem, gdy pytano, czy kiedykolwiek denerwuję się, podejmując się jakiejś operacji? Nie, przecież to nie ja trafię pod skalpel!”
Na ponad 500 (!!!) otrzymanych od Was wiadomości, z których płynęła totalna miłość i troska (za które z całego serca dziękuję!), trafiły się dwie, w których autorki zwijały się ze śmiechu na wieść o mojej trudnej rekonwalescencji i bardzo słabym samopoczuciu. Pisały „podniecasz się jakbyś miała wykonany zabieg na otwartym sercu” / „weź nie dramatyzuj i się nie ośmieszaj, to boli pewnie mniej niż wyrwanie zęba”. Na te mądrości mam tylko jedno zdanie refleksji przytoczone już wyżej. „To, co zwykle odpowiadałem, gdy pytano, czy kiedykolwiek denerwuję się, podejmując się jakiejś operacji? Nie, przecież to nie ja trafię pod skalpel!”. Każdy pacjent, który trafia na salę operacyjną ma prawo się bać, to jest zupełnie ludzkie. Nie boją się tylko Ci, co po prostu są głupi, bo jak pokazuje mój przypadek można mieć idealne wyniki badań krwi, wzorowy odczyt badania EKG, być w sile wieku i cechować się super formą fizyczną, a uczulenie na jeden podany zastrzyk może sprawić, że stan naszego zdrowia odmieni się o 180 stopni. Miejmy szacunek do siebie, naszego zdrowia, ale i wysiłku, który każdego dnia lekarze specjaliści oraz cała załoga szpitala, wkładają w pomoc pacjentom.
When asked about the CONCLUSIONS from the surgery to remove the palatine tonsils a few days ago, I would say that I totally regret having undergone it! However, you already know from my report on Instagram that, as I usually do, I refrain from expressing my judgments in public until I take a cool look at the issue, and so I did this time. Over the past few days, I have only published two frames on my social media profiles (immediately after the surgery). I refrained from commenting up to 10 days after the procedure. Now that I am not as full of drugs as I was a few days ago and I can think clearly, I believe that my decision to do this surgery was the only right one. It is difficult for me to describe to you what I felt practically every month when acute inflammation attacked my throat, and I knew that again the antibiotics prescribed to me would not be able to deal with it. Not even tens, but hundreds of times (I don’t know where ?!) infections crossed my plans, meant that I had to totally reorganize my day or give up my previously planned trip. It’s also hard not to mention that I haven’t slept a single night in peace for several years. Sleep apnea in each one made me wake up unable to draw air into my lungs. Although it sounds totally bizarre, the last nights, despite the pain and anger, showed me how wonderful all normal people who do not suffer from apnea can sleep. Hellooooo … now I belong to this group! If the actual surgical removal of the tonsils also turns out to be a remedy for acute throat infections and will allow me to rest from antibiotic therapy for months or even years, I will consider this decision as one of the best decisions in my life! Of course, the convalescence is quite long and troublesome, and problems with swallowing or starvation (because it is difficult to call water and thin mash otherwise) would disturb even a monk from the state of peace – all this happens for a reason. If two weeks of suffering are to bring years of relief, then I am YES! Sure, I think that the amount spent (4 500 pln) could be spent by me in a much more pleasant way. However, my health is my priority! For this reason, I did not consider the option of signing up for an operation in a state facility, where I was offered a deadline of more than 2,5 years. If you can wait, and the condition of the tonsils is not as bad as in my case, I think it is worth considering such an option.
I leave you with the brilliant thought of British surgeon Stephen Westaby from his book „Fragile life. Stories of life and death straight from the operating room”:
„What I used to say when asked if I ever get nervous about having any surgery? No, it’s not me who gets under the scalpel!”
Out of over 500 (!!!) messages received from you, from which flowed total love and care (for which I thank you with all my heart!), there were two in which the authors curled up with laughter at the news about my difficult convalescence and very weak well-being. They wrote „you get excited as if you had an open heart surgery” / „no drama, it probably hurts less than having a tooth extraction”. I have only one sentence of reflection quoted above on these wisdoms. „What I used to say when asked if I ever get nervous about having any surgery? No, it’s not me who gets under the scalpel!” Every patient who comes to the operating room has a right to be afraid. It is completely human. Only those who are simply stupid are not afraid, because as my case shows, you can have perfect blood test results, exemplary heart reading, be in the prime of life and have a great physical form, and being allergic to one injection can make our health will change by 180 degrees. Let us respect ourselves, our health, and the effort that specialists and the entire hospital staff put into helping patients every day.
Z tego miejsca chcę podziękować Pani dr Magdalenie Doroszyńskiej-Tomczyk za super robotę, nie tylko w moim gardle (które na dobre może zapomnieć o „pięknych migdałkach jak na wektorze powyżej), ale i w głowie. Jej usposobienie i sposób w jaki traktuje swoich pacjentów sprawia, że czułam się zaopiekowana, wiedząc iż z każdą martwiąca mnie sprawą mogę się do niej zwrócić. Pani dr to genialny lekarz, ale mam nadzieję, że od teraz będziemy się już widywać z mniejszą częstotliwością, hłe hłe!
Jeszcze raz dziękuję Wam za wsparcie ♥︎
Czekam na Wasze komentarze, bo ponownie są aktywne, tym razem w możliwie najłatwiejszej dla Was formie!
I would like to thank dr. Magdalena Doroszyńska-Tomczyk for a great job, not only in my throat, but also in my head. The way she treats her patients make me feel cared for, knowing that I can turn to her with every matter that worries me. Brilliant doctor, but I hope we’ll see each other less frequently from now on!
Thank you for your support ♥ ︎
I am waiting for your comments, because they are active again, this time in the easiest form possible for you!