Masełko do ust NIVEA: borówka & kokos

Polecam, Uroda

Heeej kochani!

Nagrywając dla Was w piątek film, który na kanale pojawił się w sobotę (kto nie oglądał to zapraszam TU) powtarzałam sobie chyba ze 100 razy: pamiętaj o masełkach NIVEA, pamiętaj o masełkach NIVEA, pamiętaj o masełkach NIVEA. I co? Oczywiście zapomniałam! 

Wiecie, że fanką masełek do ust NIVEA jestem od momentu wypuszczenia ich na rynek. Jak tylko pojawiły się w drogeriach to od razu skusiłam się na wersję karmelową i malinową. Rok później dokupiłam wanilia & macadamia. Oznaczać to może tylko jedno- jestem z tych masełek tak zadowolona, że  używam ich non stop i polecam wszystkim naokoło. Teraz namiętnie używam nowej wersji- borówkowej.

n2

Jak dla mnie mają same plusy:

+ Piękny zapach. Niezależnie od tego po jaki zapach sięgam zawsze jestem zadowolona. Jaki jest mój ulubiony? Nie jestem się w stanie zdecydować! Malina pachnie jak malinowa mamba, karmel jak słodki karmelowy budyń, wanilia & macadamia jak lody śmietanka & toffi marki Algida, a borówka jak jogurt z owocami leśnymi. No nie mówcie, że to Was nie przekonuje! 

+ Nawilżenie, odżywienie i ochrona ust. Moje usta nie mają ze mną łatwo. Wiecznie je skubie, odrywam odstające skórki, a w najlepszym razie  oblizuję na wietrze. Dodajmy do tego satynowe i matowe szminki, w których ostatnio się lubuję i mamy obraz prawdziwej nędzy i rozpaczy! Masełka Nivea ze względu na zawartość parafiny (której np w kosmetykach do twarzy czy ciała nie toleruję) ochraniają delikatną skórę ust przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Nie oszukujmy się jednak- parafina nie spełnia żadnej innej roli oprócz tej ochronnej, więc za nawilżenie i odżywienie możemy dziękować innym składnikom. W składzie doszukać możemy się obecności  masła shea, olejku rycynowego i olejku ze słodkich migdałów.

+ Subtelny, lecz zauważalny efekt na ustach. Każda wersja bez względu na zapach delikatnie nabłyszcza usta. Jeśli Wasze usta są tak mocno napigmentowane jak moje możecie uzyskać efekt delikatnego rozjaśnienia.  

+ Opakowanie. Nie ma ono wielu zwolenników, bo to metalowa puszeczka, z której produkt musimy nabierać palcem. Ja jednak jestem zauroczona jej wyglądem, a wad nie widzę pewnie również dlatego, że masło nakładam zawsze bezpośrednio po umyciu rąk, kiedy są one zupełnie czyste. Dylemat czy nałożyć kosmetyk na usta brudnym paluchem czy mieć spierzchnięte usta więc mnie nie dotyczy.

+ Wydajność. Masło jest bardzo wydajne i niech Was nie zmyli fakt, że tyle wersji już na sobie przetestowałam w ciągu niemalże 2 lat. Malinowe masełko zgubiłam ja, karmelowe mój chłopak. Tylko waniliowe udało mi się zużyć do końca. W puszeczce znajduje się aż 16.7 g produktu.

+ Cena. Dostaniecie je za ok 10zł w każdej drogerii. Z pewnością nie jest to cena wygórowana jak za działanie, pojemność, wydajność i przyjemność używania.

MOJA OCENA:

to bez zastanowienia 5 /5.

Dla mnie to kosmetyk idealny. Nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia. Wiem jednak, że są osoby, którym absolutnie się ono nie sprawdza. Jeśli balsamy do ust z zawartością parafiny nie wpływają w pozytywny sposób na Wasze usta to masełka NIVEA możecie sobie odpuścić. 

Chociaż…

dla 2 z Was mam małe niespodzianki!

n4

Napiszcie czym powinien cechować się Wasz idealny balsam do ust. Autorkom 2 najciekawszych komentarzy wyślę do  przetestowania dwa nowe masełka NIVEA- wersję borówkową oraz kokosową. Na Wasze komentarze czekam do końca przyszłego tygodnia, a pod koniec miesiąca pojawią się tutaj wyniki. 

Za uwagę dzisiaj dziękuję i zmykam do sklepu, bo od tygodnia nosi mnie na myśl o lodach waniliowych!!!

Pozdrawiam,

Callmeblondieee

call2

POST NIE JEST SPONSOROWANY. 2 MASEŁKA PRZYSZŁY DO MNIE W PACZCE OD NIVEA, 2 KUPIONE PRZEZE MNIE, A MOJE TO MOJE – NIE ODDAM HAHAHA:D

There are no comments, add yours