Podkład Guerlain Lingerie de Peau ➤ dlaczego go uwielbiam? ♥︎

Polecam, Uroda

Heeej kochani!

Uwielbiam zarówno czytać & oglądać recenzje podkładów, jak i sama je przygotowywać. Powód jest jeden i jest on bardzo prosty. Podkład, w mojej ocenie, jest zdecydowanym numerem 1 w kategorii produktów do makijażu twarzy. Podkład to podstawa makijażu i baza do dalszej pracy. Jeśli nie spełnia on naszych oczekiwań i wymagań cery to wyglądu skóry nie uratuje nałożony później korektor, puder, bronzer, róż czy rozświetlacz. Co najwyżej, może być jeszcze gorzej, a chyba żadna z nas nie jest zainteresowana efektem znoszonego makijażu, podkreśleniem rozszerzonych porów czy suchych skórek, przesuszeniem cery bądź jej niekontrolowanym świeceniem. Dlatego też nigdy nie kupuję podkładu bez jego uprzedniego przetestowania, a i po nim kilkukrotnie zastanawiam się nad jego zakupem, w myślach porównując stosowaną nowość z moimi dotychczasowymi faworytami. Zgodnie z wyżej omówionym schematem postąpiłam w zeszłym roku, kiedy to w ostatnich dniach grudnia, korzystając z 25% obniżki na kosmetyki do makijażu w Perfumerii Sephora, zdecydowałam się na zakup podkładu Guerlain Lingerie de Peau. Jako, że podkładu w pięknej buteleczce zostało zaledwie na kilka/kilkanaście użyć, najwyższy czas, aby zamieścić jego pełną, i mam nadzieję, wyczerpującą recenzję.

Guerlain Lingerie de Peau 2

Guerlain Lingerie de Peau 3

Podkład Guerlain Lingerie de Peau to podkład, który dla naszej cery ma być tym, czym bielizna dla naszego ciała. Nie uzyskamy nim jednak efektu idealnej, ekstremalnie wygładzonej i udoskonalonej cery, więc nie jest to efekt wzorowany na stanikach double push-up, a raczej na tych subtelnie podkreślających atuty ➤ na całe szczęście! W podkładzie mimo kilku minusów, zauważam ogrom plusów, od których zacznę.

PLUSY:

+ Naturalny efekt. Podkład wygląda na skórze bardzo naturalnie, daje efekt bardzo wypielęgnowanej cery, nawet gdy odbiega ona od ideału. Nie podkreśla rozszerzonych porów, suchych skórek czy nierówności na skórze. Nie jest ani zbyt rozświetlający i tłusty, ani zbyt matujący i suchy. To złoty środek, który ja określam jako efekt drugiej skóry. 

+ Utrzymywanie się na skórze. Lingerie de Peau nie jest pozycjonowany jako podkład długotrwały, więc nie uważam, aby ocenianie jego wyglądu na skórze po 15 godzinach jego noszenia było sprawiedliwe. Mimo to, wielokrotnie zdarzało mi się mieć go na twarzy od 6 do 23 i nie prezentował się źle. Natomiast do 6 godzin od jego aplikacji skóra prezentuje się nienagannie i nie wymaga żadnych poprawek, po tym czasie ponownie sięgam po Meteoryty, pudruję strefę T i na kolejne kilka godzin zerkanie w lusterko mogę sobie odpuścić. Jeśli do duetu podkład + puder dołożę jeszcze utrwalacz makijażu marki Inglot (jego recenzja TU) to uzyskuję idealny efekt na ok 8 godzin, a to już, w mojej ocenie doskonały efekt, szczególnie, że jestem posiadaczką cery mieszanej. 

+ Krycie. Spodziewałam się krycia maksymalnie lekkiego, a bez problemu można je budować aż do średniego. Dużych zmian w postaci rozległych przebarwień czy zmian trądzikowych podkład nie zakryje, ale z mniejszymi zmianami radzi sobie wyśmienicie. Ujednolica koloryt cery, tuszuje zaczerwienienia, a przy tym wygląda tak, jakby nasza skóra po prostu była zdrowa sama z siebie. Ja dodaję do niego korektor pod oczy i puder w kulkach i niczego więcej do szczęścia mi nie trzeba. Na zdjęciu poniżej efekt saute (po lewej) i efekt po nałożeniu podkładu (po prawej) bez użycia innych kosmetyków. (Ps. Zrobiłam w końcu hennę brwi i zaraz inna gęba!)

+ Brak negatywnego wpływu na stan skóry. Nawet przy noszeniu podkładu przez kilkanaście godzin, nie zauważyłam zapchania porów czy przesuszenia skóry. Jako jeden z niewielu nadaje się także do stosowania w okolicy oczu – nie przesusza powiek, więc jeśli nie potrzebujecie w te okolice korektora to zdecydowanie podkład Wam wystarczy.

+ Filtr SPF 20 PA +. Zawarty w codziennym podkładzie fitr to zawsze dodatkowy atut. Oczywiście nie zapewni on naszej skórze pełnej ochrony, gdyż podkładu na skórę aplikujemy kroplę, więc działanie przeciwsłoneczne nie jest spektakularne. Jednak zawsze to coś. Na zdjęciach, o dziwo, podkład nie daje efektu wybielonej skóry, co bardzo często ma miejsce przy stosowaniu produktów ze stosunkowo wysokim filtrem. 

+ Wydajność. Podkład mam w swojej kosmetyczce od 10 miesięcy. I choć początkowo, z racji zbyt ciemnego odcienia w stosunku do mojej cery (o czym więcej za chwilę), nakładałam go jedynie po aplikacji samoopalacza na ciało, muszę przyznać, że od przełomu maja/czerwca stosuję go namiętnie. Szacuję, że przy codziennym stosowaniu opakowanie o poj. 30ml mogłoby mi posłużyć na ok 5-6 miesięcy. Dodam tylko, że na pokrycie produktem twarzy wystarczy jedna pompka, a i czasami to zbyt dużo szczęścia.

+ Zapach. Charakterystyczny, wyczuwalny, kwiatowy, piękny. Ja za nim szaleję, ale osobom z cerą alergiczną i wrażliwą na komponenty zapachowe sugerowałabym zachowanie czujności.

+ Opakowanie. Luksusowe, klasyczne. Butelka wykonana z grubego szkła, zakończona dozującą idealną ilość produktu pompką. Na dłoń możemy zaaplikować pełną pompkę podkładu, pół bądź nawet jego kroplę. Pod wrażeniem jestem również jeśli chodzi o stan buteleczki – wygląda tak doskonale jak w dzień zakupu. Mimo kilku upadków nie uległa żadnym uszkodzeniom, napisy nie starły się, a podkład kilkadziesiąt razy przewoziłam w kosmetyczce, więc wielokrotnie ocierał się o inne kosmetyki do makijażu.

MINUSY:

– Gama odcieni. Teoretycznie ciężko przyczepić się do dostępnej w Polsce gamy odcieni, gdyż do wyboru mamy ich aż 7. Natomiast najjaśniejszy z nich, ten którego jestem posiadaczką ➤ 01 Beige Pale, nie jest wystarczająco jasny, abym mogła po niego sięgać przez cały rok. Jest to jasny odcień neutralnego beżu, jednak nie nadaje się on do ekstremalnie jasnej skóry. Marka Guerlain wypuściła odcień o ton jaśniejszy, jednak nie jest on dostępny w naszym kraju. Odcień ten jest czasem dostępny na allegro, jednak jego cenę lepiej po prostu przemilczeć. Jeśli nie jesteście posiadaczkami bardzo jasnej cery to oferta kolorystyczna może być dla Was idealna. Występują w niej zarówno podkłady w odcieniach neutralnych, ale i tych z dodatkiem różu i żółci, oczywiście o zróżnicowanym stopniu jasności. 

– Termin przydatności od otwarcia. Tego punktu nie traktuję jako minus, ale wspominam o tym fakcie, gdyż po prostu wywołuje on uśmieszek na na mojej twarzy. W życiu nie spotkałam się z adnotacją na podkładzie, zgodnie z którą podkład jest zdatny do używania przez 9 miesięcy od dnia jego otwarcia. Zazwyczaj jest to okres 12 miesięcy (jak w podkładach Lancome) lub nawet 24 (Estee Lauder, MAC). Natomiast nie oznacza to, że po 9 miesiącach od otwarcia, buteleczkę trzeba wyrzucić, absolutnie nie można z niej korzystać czy bać się nakładać produkt na skórę. Oznacza to tylko tyle, że marka przez 9 miesięcy gwarantuje świeżość podkładu, a po upływie tego czasu powinniśmy kontrolować zapach i konsystencję produktu. Oznaczenie 9M bawi mnie szczególnie dlatego, że butelki nie da się otworzyć, więc do produktu nie dostaje się powietrze, więc nie wiem co trzeba by z produktem robić, aby po tym czasie był on niezdatny do użycia. Trzymać na pełnym słońcu? 

– Brak możliwości zużycia produktu do ostatniej kropli. Dozownika nie da się odkręcić. Można pobawić się kombinerkami czy innym sprzętem, choć w moim przypadku zawsze takie zabawy kończą się źle. Dlatego też ja to sobie odpuszczę. Nie podoba mi się takie utrudnienie, bo zwykłam zużywać produkty do ostatniej kropli. Kiedy pompka nie dozuje już podkładu, zawsze ją odkręcam, podkład wydobywam patyczkiem kosmetycznym, co zapewnia mi dodatkowy tydzień stosowania, choć i zdarzało się, że tydzień przeciągał się do 2-3 tygodni. Tutaj takie rozwiązanie odpada. 

– Cena. Regularna cena podkładu to 239zł. Mnie on kosztował ok 180zł, co nadal pozwala mu na bycie liderem cenowym i najdroższym podkładem, po jaki w życiu sięgnęłam. 

Guerlain Lingerie de Peau 4

Podsumowując ➤ plusy, które dostrzegam w podkładzie Guerlain Lingerie de Peau są dla mnie zdecydowanie ważniejsze niż kilka wypisanych powyżej minusów. Gdyby nie fakt, iż najjaśniejszy dostępny w PL odcień nie jest dopasowany do odcienia mojej cery przez znaczną część roku, to gościłby on w mojej kosmetyczce zawsze i byłby ulubieńcem obok Lancome Teint Miracle, MAC Pro Longwear i The Body Shop Moisture White Shiso BB Cream. Byłabym nawet w stanie przeżyć jego cenę, choć oczywiście mam na myśli cenę ze zniżką, bo bez rabatu nigdy nie kupuję kosmetyków luksusowych dostępnych w sieciowych perfumeriach. Do Lingerie de Peau z pewnością kiedyś wrócę, bo to doskonały kosmetyk, ale nie stanie się on moim życiowym ulubieńcem w dziedzinie podkładów.

Moja ocena:

4.5 / 5

Jeśli nie znacie tego podkładu to polecam jego przetestowanie.

Do grudniowej promocji w Perfumerii Sephora jeszcze kilka tygodni, więc na spokojnie zdążycie się z nim zapoznać i podjąć decyzję czy to produkt dla Was. 

Dajcie znać czy macie ochotę na wpis z moją Sephorową listą zakupów, którą planuję zrealizować korzystając z tej promocji ➤ z chęcią taki post przygotuję.

Miłego weekendu!

Buziaki,

call2

POST NIE JEST SPONSOROWANY. PODKŁAD ZOSTAŁ KUPIONY PRZEZE MNIE.