Nie oceniaj po próbce? Próbki kosmetyków.

Uroda

Heeej kochani!

Wiele blo(vlo)gerek powtarza, że ciężko jest ocenić dany kosmetyk jedynie po zużyciu jego próbki. Jestem pewna, że i z moich ust niejednokrotnie wypłynęły podobne słowa. Jednak fakt faktem, że to właśnie po zużyciu próbki czy niewielkiej miniatury dokonujemy wyboru. Decydujemy o tym czy kosmetyk zainteresował nas na tyle, aby sięgnąć po jego pełnowymiarowe opakowanie. A jeśli zawiódł nasze oczekiwania to cieszymy się, że była to tylko próbka, którą otrzymałyśmy jako gratis do zakupów. Zatem albo saszetkę zatrzymujemy i kupujemy to, co nas oczarowało, albo wyrzucamy i zapominamy. W tym wypadku muszę przyznać, że moje gadki o trudności w ocenie kosmetyku po zużyciu jego próbki trzeba wrzucić do lamusa!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami dotyczącymi kilku próbek i jednej zakupionej przeze mnie miniatury, które zużyłam podczas wyjazdu w zeszłym tygodniu. Będzie to oczywiście pierwsze wrażenie, a nie pełna recenzja tych kosmetyków, ale z pewnością chociaż na 3 zdania każdy z nich zasłużył. 

Fenjal Intensive Shower Gel

1. Fenjal Intensive kremowy żel pod prysznic. Żel oparty na bazie składników pozostawiających na skórze warstwę ochronną i odżywczą. Tak jak każdy produkt tego typu sprawia, że skóra jest oczyszczona, ale ponadto miękka i delikatnie nawilżona. Zapachem baaardzo przypomina klasyczny kremowy żel pod prysznic Dove, jednak jego konsystencja jest nieco rzadsza. Ładnie się pieni i bez problemu zmywa ze skóry. 

Czy sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie? TAK.

The Body Shop Body Butter

2. The Body Shop masło do ciała żurawina oraz wanilia. O ile pamięć mnie nie byli to wspomniane zapachy wchodziły w skład świątecznej edycji limitowanej. Nie jest mi jednak jakoś specjalnie przykro, bo nie powaliły mnie na kolana. W kwestii działania nie mam im absolutnie nic do zarzucenia, gdyż doskonale nawilżają i odżywiają ciało na długie godziny. Mam inne ulubione zapachy maseł do ciała TBS, a żurawina czy wanilia do nich nie dołączą.

Czy sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie? NIE.

Clarins Body Lift Cellulite Control

3. Clarins Body Lift Cellulite Control. Ten antycellulitowy żel do ciała z Clarins chodził mi po głowie od momentu, gdy tylko pojawił się na półkach. Zawsze będąc w perfumerii zerkałam w jego stronę, ale jego cena sprawiła, że nigdy nawet go nie dotknęłam. Wiecie, że za dobry produkt jestem w stanie zapłacić nieco więcej, ale 199zł za butelkę o pojemności 200ml to zdecydowanie więcej niż nieco! Przy poświątecznych zakupach wyprzedażowych w Sephorze próbka ta była jednym gratisów, które dostałam i postanowiłam ją sobie zostawić na specjalną okazję. W końcu ją otworzyłam i zabrałam się za smarowanie. Powiem tylko jedno – co za rozczarowanie! Od razu po aplikacji uzyskujemy efekt super napiętej i wygładzonej skóry na udach i pośladkach. Jednak już po godzinie skóra jest totalnie ściągnięta i przesuszona. Jeśli po kąpieli i nasmarowaniu ciała jedyne na co macie ochotę to drapanie się po swędzącym tyłku to coś ty chyba jest nie tak prawda? Nawet gdyby ten żel miałby wyszczuplić uda, do tego je wyprasować i ujędrnić to ja dziękuję, bo mam swoje ulubione masełko z Ziaji, które może nie działa tak szybko, ale przynajmniej nie przesusza skóry.

Czy sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie? NIE, NIE, NIE!

Clinique 3 Steps

4. Clinique 3 kroki. Tutaj występują tylko dwa pierwsze – Liquid Facial Soap Oily Skin Formula oraz Clarifying Lotion nr 3. Oba produkty stworzone z myślą o pielęgnacji cery tłustej i mieszanej. Produkty wchodzące w skład 3 kroków marki Clinique stosuję z przerwami od 5-6 lat. Nie mogę powiedzieć więc nic innego poza tym, że widoczne próbki spisały się naprawdę dobrze. W zimie sięgam po żel i płyn złuszczający do cery mieszanej w stronę suchej, a wiosną i latem po mocniejszą wersję. Toniku <widocznego na zdjęciu> w pełnej pojemności jeszcze nie miałam, ale wiosną go sobie sprawię i dam znać czy nr 3 sprawdza się u mnie równie dobrze jak nr 2. 

Czy sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie? TAK.

Clinique Superdefense spf 20

5. Clinique Superdefense SPF 20 do cery bardzo suchej. O wersji do cery tłustej i mieszanej mówiłam już w ostatnim projekcie denko i ta wersja sprawdziła się u mnie wyśmienicie. Tutaj miałam do czynienia z wersją kremu do cery bardzo suchej, suchej i mieszanej w stronę suchej. Wydawało mi się, że może wyjść z tego armagedon i miałam rację. Krem jest ekstremalnie nawilżający i do cer suchych serdecznie go polecam, bo komfort jaki daje to coś pięknego. Jednak w przypadku mojej cery mieszanej to było dużo za dużo. Makijaż źle na nim wyglądał i trzymał się znacznie krócej niż zazwyczaj. Zupełnie mnie to nie dziwi, bo grunt to stawiać na pielęgnację odpowiednio dobraną do potrzeb naszej skóry. Ja kiedyś dostałam taką, a nie inna próbkę i byłam ciekawa jak duża różnica jest pomiędzy wersją do cery suchej i tłustej. Różnica jest duża hahaha;D Krem użyłam zaledwie raz, reszta saszetki trafiła na przesuszone dłonie i one były zadowolone. Na całe szczęście moje poszukiwania kremu pod makijaż zostały zakończone i na pewno dam znać na jaki produkt się zdecydowałam. 

Czy sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie? NIE.

To tyle jeśli chodzi o zużyte przeze mnie próbki kosmetyków. W kolejce czeka spora grupa innych, więc za jakiś czas wrócę do Was z aktualizacją próbkowych przemyśleń. A Wy zużywacie próbki dostępne w gazetach czy dodawane do zakupów? Zdarza się Wam po ich zużyciu sięgnąć po pełnowymiarowe opakowanie?

Pozdrawiam,

Logo CallMeBlondieee

POST NIE JEST SPONSOROWANY, A PRÓBKI OTRZYMANE W GRATISIE DO ZAKUPÓW.