Estee Lauder Double Wear Zero-Smudge Lenghtening Mascara ➤ HIT czy KIT?

ESTEE LAUDER, Uroda

Heeej kochane!

Kiedyś nie do pomyślenia wydawało mi się korzystanie z maskar marek selektywnych. Byłam bowiem zdania, że wydawanie kwoty rzędu 150zł na produkt tego typu to prawdziwie nieekonomiczne postępowanie. Szczególnie, że ów kosmetyk nie później niż za 3 miesiące będzie nadawał się jedynie do dołączenia do zawartości kosza na śmieci. W swoim przekonaniu trwałam aż do końca 2014 roku, kiedy to zdecydowałam się na prawdziwe szaleństwo i zakup maskary Le Volume de Chanel (na jej recenzję zapraszam TU). Rozkochała mnie ona w sobie do tego stopnia, że postanowiłam zabrać się za testowanie tych marek luksusowych. Kolejny na mojej drodze stanął Lancome (TU) oraz MAC (TU). Nie wiem dlaczego wydawało mi się, że moja dobra passa będzie trwać wiecznie. Przecież 3 produkty na co najmniej kilkadziesiąt dostępnych to jeszcze nie jakiś doskonały wynik. Czas go jednak było przerwać, bo kolejny już 4 tusz, na który się zdecydowałam ➤ Estee Lauder Double Wear Zero-Smudge Lenghtening Mascara to przeciętniak jakich w drogerii pełno. Z tą jednak różnicą, że jego cena regularna jest od nich średnio 4-5 krotnie wyższa. 

Już sama nazwa stanowi o tym, iż Estee Lauder Double Wear Zero-Smudge Lenghtening Mascara powinna korzystnie wpływać na długość naszych rzęs. Na takie działanie każdej maskary najbardziej jestem nastawiona, więc opis producenta skusił mnie na jej zakup. Jakież było moje zdziwienie kiedy pierwsza aplikacja produktu zapewniła mi nie finezyjne wydłużenie rzęs, a ich niemiłosiernie oblepienie. Nietrudno było mi policzyć dokładną ilość moich rzęs, bo maskara sprawiła, że miałam ich 5. Słownie pięć. Pięć kup rzęs, a na każdą z kup składało się ich co najmniej kilka. Obraz nędzy i rozpaczy. Postanowiłam dać jej kilka dni wolnego. W międzyczasie sięgnęłam po dogorywającą maskarę Lash Sensational od Maybelline. Kiedy tubka poprzedniej maskary dobiegła końca, ponownie sięgnęłam po Estee Lauder Double Wear Zero-Smudge Lenghtening Mascara. Przyznaję, że kolejne podejścia były bardziej napawające optymizmem, ale do o zadowoleniu nadal nie było mowy. Maskara zamiast właściwości wydłużających wykazuje te pogrubiające. A za takowymi nigdy nie przepadałam i nigdy w tuszach ich nie szukałam. Wydłużenia jak nie było, tak nie ma, za to zafundowałam sobie efekt pogrubionych i posklejanych rzęs. Po raz kolejny sprawdziła się moja teoria, która głosi, iż do uzyskania efektu wydłużonych, rozdzielonych i podkręconych rzęs niezbędna jest maskara z sylikonową szczoteczką. Owy tusz ratuje tylko to, że faktycznie z miejsca aplikacji nie rusza się przez cały dzień. Producent zapewnia o 15 godzinnej trwałości i naprawdę do tej opinii mogę się przychylić. Tusz nie rozmazuje się i nie odbija na powiekach nawet podczas długiego dnia pracy i przy niekorzystnych warunkach atmosferycznych. Natomiast w kwestii zmywania produktu, którego podobno można dokonać wacikiem zwilżonym ciepłą wodą, kogoś poniosły wodze fantazji. Za to usunięcie go płynem micelarnym czy dwufazowym zajmuje dosłownie chwilę. 

Estee Lauder Double Wear Mascara 2

Estee Lauder Double Wear Mascara 3

Estee Lauder Double Wear Mascara 4

Estee Lauder Double Wear Zero-Smudge Lenghtening Mascara to pierwszy tusz od wielu miesięcy, który naprawdę mnie rozczarował. Dzięki niemu mogę wyczarować efekt podobny do tego uzyskanego najtańszą, nieco podstarzałą maskarą drogeryjną. Szczęście w nieszczęściu, bowiem tubkę sprawiłam sobie w outlecie i za produkt zapłaciłam 50% jego regularnej ceny. Gdybym wydała na niego 145zł to byłby to gwóźdź do trumny marki Estee Lauder. Jedno jest pewne ➤ maskary z tradycyjnymi, włochatymi szczoteczkami mogą przestać dla mnie istnieć.

Jestem ciekawa czy podobnie jak ja jesteście zdania, że efekt uzyskany Estee Lauder Double Wear Zero-Smudge Lenghtening Mascara nie jest zadowalający?

Przyjemnego wieczoru!

Buziaki,

Logo CallMeBlondieee

POST NIE JEST SPONSOROWANY.

MASKARA (NIESTETY) ZOSTAŁA KUPIONA PRZEZE MNIE.