Rejs po sztokholmskich wodach → #HopOnHopOffBoat ♥︎

Podróże

Heeej kochane!

W mojej ocenie, nie ma nieodpowiedniego pomysłu na spędzenie ostatniego weekendu wakacji. Każda z propozycji, jeśli tylko wpisywała się w nasze zainteresowania, wydawała się być tą doskonałą. Tym oto sposobem zapewne część z Was, korzystając z ostatków letnich promieni słońca, swój wolny czas poświęciła na zorganizowanie imprezy na świeżym powietrzu czy to w formie rodzinnego pikniku, grilla ze znajomymi czy też opalania w kobiecym gronie. Te z Was, które owych atrakcji, w ramach urlopu, miały pod dostatkiem, być może skusiły się na chillout w domowym zaciszu. Być może przy lampce wina, pochłaniając niesłychanie ciekawą książkę czy też nadrabiając filmowe zaległości. Każda opcja była świetna, bo była Wasza ♥︎. Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, to doskonale wiecie, że sama postanowiłam oddać się czynności, która sprawia mi absolutnie największą przyjemność. Dlatego też w kierunku mojej ♥︎ sis wystosowałam zaproszenie na wspólny wyjazd, a sama zajęłam się jego organizacją. Całość miała zamknąć się w 24 godzinach, stosunkowo niewielkim budżecie, a zaowocować miała niezapomnianymi przeżyciami, a także zaliczeniem rejsu po sztokholmskich wodach z ekipą #HopOnHopOffBoat ♥︎.

Bilety lotnicze, kupione niemal za grosze (39PLN/lot w jedną stronę) narzucały nie tylko miejsce wylotu (Gdańsk), ale i jego godzinę (6.00). Wydawać by się mogło, iż lotnisko oddalone o 150km od miejsca zamieszkania, a także co tu dużo mówić → wczesna godzina wylotu nie stanowiły duetu sprzyjającemu dobremu nastrojowi. Wprost przeciwnie! Dzięki owym czynnikom, w samym sercu miasta mogłyśmy być już po godzinie 9, co dawało dawało nam niemal pół doby na poznanie niezaliczonych dotąd miejsc. Być może pamiętacie, że wyjazd ten był już moim drugim, po grudniowym,  jeśli mowa o tej destynacji. Choć do wiedzy przewodnika z pewnością mi daleko, poniekąd w taką wcieliłam się rolę, gdy popołudniową porą pokazałam mojej współtowarzyszce podróży Stare Miasto (Gamla Stan) i Pałac Królewski (Kungliga Slottet). O tych miejscach, których pominięcia podczas zwiedzania miasta, absolutnie sobie nie wyobrażam, możecie przeczytać TU

Stockholm City 2

Stockholm City 3

Stockholm City 4

Stockholm City 5

Stockholm City 6

Stockholm City 7

Stockholm City 8

Stockholm City 9

Stockholm City 10

Stockholm City 11

O naszych popołudniowych aktywnościach delikatnie już napomknęłam, a dodać muszę , że nie mogłyśmy odmówić sobie także zaliczenia obiadu w wyśmienitej włoskiej restauracji (Rodolfino) oraz wizyty w butikach zlokalizowanych w słynnej dzielnicy zakupowej. Te punkty naszego wyjazdu, choć przyjemne, nie mogły stanowić głównej jego atrakcji. Nie ukrywam, że od dawna marzył mi się rejs po sztokholmskich wodach, gdyż z racji rozlokowania miasta na 14 wyspach, jest on prawdziwą gratką dla turystów. W kilkadziesiąt minut (w zależności od obranej trasy) zapewnia zapierające dech w piersiach doznania, a raz obejrzane widoki, zostają z nami do końca życia. W ofercie marki RedSightseeing figurują dwie trasy, na które w oparciu o dysponowany czas i interesujące nas zakątki, możemy się zdecydować. My postawiłyśmy na tę krótszą, opiewającą na 50-60 minut i 8 przystanków. Jak sama nazwa sugeruje #HopOnHopOffBoat jest typem zwiedzania za pośrednictwem niewielkich rozmiarów łódki, do której wskoczyć bądź z której wyskoczyć można w ramach każdego z przystanków. Raz uiszczona opłata (180SEK → ok 90PLN) daje nam prawo do korzystania z owej łódki przez pełną dobę. Co oznacza, że w ciągu 24H korzystać możemy z niej nieograniczoną ilość razy. Dlatego też nie istnieje żadna przeszkoda ku temu, aby z każdym z punktów zwiedzania dokładnie się zapoznać. Niebieska trasa, którą podążałyśmy przybliża do zwiedzenia takich miejsc jak Muzeum Fotografii, Pałac Królewski czy Muzeum Vasa (Vasamuuset), którego odwiedzenia nie mogłyśmy sobie odmówić. 

Vasa to galeon, który swego czasu stać miał się dumą szwedzkiej marynarki. Był on bowiem największym okrętem na Bałtyku, a co więcej → jednym z najbardziej okazałych na świecie. Po 3 latach budowy, w roku 1628, był gotowy do wypłynięcia w swój dziewiczy rejs. Wodowanie okrętu zaplanowane na pierwsze dni sierpnia tegoż roku miało być wielkim świętem, tymczasem okazało się być tragiczne w skutkach. Okręt zatonął w porcie sztokholmskim wypływając na swój pierwszy rejs, a w tej jakże niespodziewanej katastrofie życie straciły setki osób. Choć początkowo winą za zaistniałe zdarzenie obarczono kapitana, szybko okazało się, iż zawinił nie czynnik ludzki, a zachwiane proporcje samego galeonu. Okręt przez ponad 300 lat spoczywał na dnie morza,a wszelkie próby jego wydobycia kończyły się fiaskiem. Po 333 latach, w 1961 roku, udało się jednak wydobyć wrak, a eksponat, który podziwiać możemy w Muzeum Vasa (130SEK → ok 65PLN) to nie doskonale odwzorowana jego kopia, a odrestaurowany oryginał!

Muzeum Vasa i zawarty w nim eksponat daje wyśmienity obraz Szwecji z pierwszej połowy XVII wieku, więc nie może dziwić, że jest uważany za jedną z najciekawszych atrakcji turystycznych miasta. Choć, żadna z nas nie może obwołać się mianem eksperta ds. morskich opowieści, obie przytłoczone byłyśmy rozmiarem wydobytego z dna morskiego okrętu i początkowo powątpiewałyśmy w stuprocentową prawdziwość zdobytych informacji. Nie ulega jednak wątpliwości, iż odwiedzenie tego miejsca powinno być punktem obowiązkowym do zaliczenia podczas weekendowego wypadu do Sztokholmu.

Mam nadzieję, że ta krótka relacja z rejsu #HopOnHopOffBoat ♥︎ przypadła Wam do gustu.

Jeśli spragnieni jesteście fantastycznych widoków i dopełnienia relacji z wyjazdu → zachęcam do zajrzenia na mój kanał, na którym jutro o godz. 9 pojawi się VLOG.

Cudownego dnia i wielkimi krokami zbliżającego się weekendu!

♥︎

POST NIE JEST SPONSOROWANY,

PODOBNIE JAK NASZ WYJAZD.