CMB x Sztokholm ➤ relacja z wyjazdu ♥︎

Podróże, Polecam

Heeej kochani!

Wracam, wewnętrznie bogatsza o dwa doświadczenia i dwa ogromne marzenia, które w ciągu zaledwie dwóch dni udało mi się spełnić. Plany związane z publikacjami, jak zwykle rozbuchane, mam jednak nadzieję, że uda mi się w tym tygodniu zaprosić Was do zgłębienia 3 wpisów oraz filmu nawiązującego do minionego, jakże wyjątkowego dla mnie, weekendu. Celem mojej podróży był, jak już kilka tygodni temu wspominałam, Sztokholm.

Sztokholm ➤ stolica Szwecji, największe miasto tego kraju i dom dla niespełna miliona osób. Przyjmuje się, że jego początki sięgają 1252 roku, kiedy to zostało założone przez księcia Birgera Magnussona, który w miejscu połączenia słodkich wód jeziora Melar (Mälaren) ze słonymi wodami Bałtyku, wybudował twierdzę. Jej zadaniem była obrona wnętrza miasta od strony morza. Miasto początkowo obejmujące obszar jedynie jednej wyspy (Gamla stan), z czasem przysposobiło kilkanaście kolejnych. Obecnie położone jest na 14 wyspach, które łączy 57 mostów. Ich mnogość, a także zabudowa miasta, która jest niesamowicie spójna sprawia, że plan miasta w torebce to totalny niezbędnik każdego turysty. W takowy byłam zaopatrzona, więc byłam gotowa na spełnienie jednego z dwóch marzeń i zwiedzenie tego wspaniałego miasta.

Do Sztokholmu dostać można się korzystając z  kilku środków transportu, z których najtańszym i najpopularniejszym jest oczywiście lot samolotem. Na taką opcję się zdecydowałam, a raczej zdecydowałyśmy. Moją towarzyszką podróży była Dorota (@olfaktoriapl). Korzystając z PL LOT, wybrałyśmy rejs o możliwie najwcześniejszej godzinie, dzięki czemu już o 9 rano doleciałyśmy na lotnisko Arlanda. Owe lotnisko oddalone jest od centrum miasta o 45km, a podróż upływa niesamowicie szybko dzięki doskonałemu połączeniu kolejowemu – Arlanda Express. Nie jest to opcja najkorzystniejsza pod względem ekonomicznym, gdyż bilet ulgowy, uprawniający do podróży w obie strony to koszt 300, a normalny 530 koron. Jest jednak światełko w tunelu, zwłaszcza dla osób w moim wieku lub młodszych – bilet ze zniżką może kupić każda osoba do 25 roku życia, zatem udało mi się z niej skorzystać, huraaa! Korzystając z pociągu Arlanda Express do centrum Sztokholmu, w którym zlokalizowany był nasz hotel (Radisson Blu Royal Viking) dotarłyśmy w 20 minut, co przy wyjeździe zaplanowanym na mniej niż 48 godzin, okazało się być ogromną zaletą. Dzięki temu już w godzinę od dotarcia na lotnisko, byłyśmy gotowe na pierwszy kontakt ze stolicą Skandynawii. 

Jej zwiedzanie, jak na turystki przystało, zaczęłyśmy od Starego Miasta (Gamla stan). Miejsce to miało zostać zrównane z powierzchnią ziemi i stać się wymarzoną powierzchnią dla nowoczesnych gmachów budynków, na całe szczęście udało się je przed takowymi działaniami uchronić. Dzięki temu można zaliczyć spacer małymi uliczkami, które szczególnie o tej porze roku są przepięknie przyozdobione i oświetlone, co tworzy niesamowity nastrój. Zmrok zapada już przed godziną 15, zatem czasu na poczucie klimatu miasta nie brakowało. Jednak przed wałęsaniem się klimatycznymi uliczkami, zdecydowałyśmy się na zwiedzenie Pałacu Królewskiego (Kungliga Slottet)

CMB x Sztokholm 2

CMB x Sztokholm 3

CMB x Sztokholm 4

CMB x Sztokholm 5

CMB x Sztokholm 6

CMB x Sztokholm 7

CMB x Sztokholm 8

CMB x Sztokholm 9

CMB x Sztokholm 10

CMB x Sztokholm 11

CMB x Sztokholm 12

CMB x Sztokholm 13

Kungliga Slottet to największy wciąż użytkowany pałac na świecie. Wykorzystywany jest przez głowę państwa – króla Karola XVI Gustawa. Nie stanowi co prawda miejsca zamieszkania rodziny królewskiej, gdyż ta przeprowadziła się do innej posiadłości w Drottningholms slott, jednak nadal nie został sprowadzony jedynie do funkcji opustoszałego muzeum. Budowa Kungliga Slottet trwała niemalże 60 lat, a więc o 54 dłużej niż się spodziewano. Dlatego też dopiero w 1754 roku pałac mógł zostać zamieszkany przez króla Adolfa Fryderyka i jego bliskich. Nie dysponuję informacjami, jak to możliwe, że czas budowy został określony na 6 lat, ale biorąc pod uwagę rozmiary inwestycji to zdecydowanie nie mogła się jej realizacja udać w określonym terminie. W pałacu dostępnych jest ponad 600 pomieszczeń, na które składają się królewskie apartamenty, apartamenty dla rycerzy, strażników i służby, a także skarbiec, zbrojownia, kaplica czy imponujących rozmiarów sala tronowa. Uważam, że poznanie skarbów, które kryją królewskie apartamenty (Representationsvåningarna) czy Skarbiec (Skattkammaren) to wartość nie do wycenienia. Uważam, że to nieodłączony punkt poznawania miasta i nie wyobrażam sobie, abyśmy mogły go sobie odpuścić i nie zaliczyć na pierwszym miejscu. Koszt biletu to 150 koron.

Po zwiedzaniu pałacu, na który poświęciłyśmy mnóstwo czasu, a także spacerowaniu po Gamla stan, udałyśmy się na obiad, a później także kawę i deser, które w połączeniu totalnie nas rozleniwiły. Późnym wieczorem wróciłyśmy do hotelu i postawiłyśmy na, jak nam się wydawało, odnowę ciała w strefie wellness. W planach miałyśmy wizytę w saunie i na basenie, co z tego wyszło zobaczycie na filmie.

Sobotę zaczęłam, jak zresztą zawsze, o nieprzyzwoicie wczesnej porze. Nie mogłam spać, jak zresztą zawsze, ale swój udział w takim, a nie innym przebiegu nocy miało z pewnością wydarzenie, które zaplanowałam na popołudnie. Nie ukrywam, że wiązało się ono dla mnie z ogromnym stresem, który, jak się po fakcie okazało, był zupełnie bezpodstawny. W tym miejscu z pewnością czekacie na informację, o tym co wywołało we mnie taaakie emocje, ale to zostawię sobie na jutro ♥︎♥︎♥︎.  Wrócę zatem do poznawania miasta, bo i w sobotę udało nam się poznać kolejne nowe dla nas miejsca. Moim marzeniem było zwiedzenie sztokholmskiego ratusza (Stadshuset), a także wdrapanie się na jego szczyt. To właśnie na wysokości 106 metrów zlokalizowany jest taras widokowy, z którego roztacza się wspaniała panorama miasta. Jak się niestety okazało, o tej porze roku takowej możliwości nie ma, choć mój przewodnik stanowił inaczej. Nie ukrywam, że nieco mnie to zbiło z tropu, ale na całe szczęście udało się nam kupić bilety na zwiedzanie ratusza w przewodnikiem. Dzięki temu dowiedziałyśmy się ogromu ciekawostek z tym miejscem związanych. Na gmach, projektu Ragnara Östberga, składa się 8 milionów cegieł, a prace konstruktorskie trwające aż 12 lat wiązały się z ogromnymi kosztami opiewającymi na 18 milionów koron. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że inwestycja ta była uzasadniona, a włożony wysiłek się opłacił. Wewnątrz gmachu znajduje się m.in. sala obrad (Rådssalen), w której obraduje miejski parlament czy błękitna sala (Blå Hallen), która na przekór nazwie nie jest przepełniona kolorem niebieskim. Ściany błękitnej sali pozostawione zostały w stanie surowym, gdyż takie rozwiązanie zostało uznane za najbardziej estetyczne. Żałuję, że ominęła mnie podobno największa atrakcja Stadshuset – złota sala (Gyllene Salen). Jej ściany pokryte są mozaiką złożoną z 19 milionów szklanych płytek i złotych płatków, co daje efekt ścian pokrytych złotem od sufitu aż do podłogi. Środek północnej ściany stanowi wizerunek Mälardrottningen, znanej z baśni królowej jeziora Melar. Niestety nie było mi tego dane ujrzeć na własne oczy, ale z pewnością jeszcze taka okazja się pojawi, gdyż do Skandynawii, Szwecji i finalnie Sztokholmu planuję przyjechać, nie później niż latem przyszłego roku. 

CMB x Sztokholm 14

CMB x Sztokholm 15

CMB x Sztokholm 16

CMB x Sztokholm 17

CMB x Sztokholm 18

CMB x Sztokholm 19

CMB x Sztokholm 20

CMB x Sztokholm 21

CMB x Sztokholm 22

CMB x Sztokholm 23

CMB x Sztokholm 24

CMB x Sztokholm 25

CMB x Sztokholm 26

CMB x Sztokholm 27

Jestem absolutnie oczarowana zabudową miasta, jego klimatem i świątecznym wystrojem. Cieszę się, że na taki, a nie inny termin się zdecydowałam, jednak letnią porą mogłabym zobaczyć zdecydowanie więcej. Dlatego też inne atrakcje miasta, które mam na swojej liście, tj. muzeum Vasa (Vasamuseet) czy wycieczkę do Drottningholm zrealizuję w przyszłym roku, kiedy postaram się przyjechać na dłużej, aniżeli jedynie skrócony weekend. Wyjazd, mimo iż krótki,  okazał się jednak strzałem w 10 i to, co miało miejsce w sobotnie popołudnie, sprawiło, że wszystkie poniesione z nim koszty były warte zachodu. 

Jakie było moje absolutnie największe marzenie, o którego realizacji marzyłam od kilku lat, a spełniło się właśnie w sobotnie popołudnie?

O tym napiszę w kolejnym poście, choć obawiam się, że nadal nie jestem w stanie opowiedzieć o nim na chłodno, z takimi emocjami się wiązało. ♥︎♥︎♥︎

Dziękuję Wam serdecznie za uwagę!

Dajcie znać czy Szwecja i jej stolica jest na Waszej liście do zobaczenia czy inne zakątki świata Wam się marzą?

Buziaki,

CMB x Sztokholm

POST NIE JEST SPONSOROWANY.