ODKRYCIA OSTATNICH TYGODNI // ULUBIEŃCY //

CLARINS, EVELINE, MAC, Moda, Uroda, WIBO

Kochane ♥︎

Przyszło nam żyć w czasach, kiedy to niemal każda polująca na człowieka dolegliwość, doczekała się objaśnienia mechanizmu działania oraz nadania jej odrębnej nazwy. Dlatego też zamiast uzewnętrzniać swe, trwające już od kilkunastu dni, frustracje wynikające z niezadowalającej aury panującej za oknem, mogę napisać, iż jestem książkowym wręcz przykładem meteoropatki. Kobiety wrażliwej na zmiany pogody, której do przemiany w rozdrażnioną, marudną i wredną babę, wiele, poza wspomnianymi wahaniami, nie trzeba. Szczęście w nieszczęściu, bowiem wygłuszeniu nie uległa moja wewnętrzna ciekawość poznawania świata, patrzenia na niego oczami ulubionych autorów czy otaczania się pięknymi, ale i niezwykle użytecznymi drobiazgami. Także dbałość o urodę i zdrowie, abym w obecnym ciele mogła spędzić kolejne kilkadziesiąt lat, jak zawsze jest dla mnie kwestią priorytetową. Dzisiaj w ramach wpisu z kategorii // ULUBIEŃCY // zapoznacie się z absolutnymi odkryciami ostatnich tygodni, które skutecznie łechtały moją duszę i ciało ♥︎.

ulubiency-9-10-2

Jeśli i Was swymi mackami obłapiła jesienna chandra, gorąca czekolada i marchewkowe ciasto nie muszą stać się jedynym remedium na ową niedyspozycję. Zadbana, gładka i rozświetlona cera zawsze doskonale uzupełnia każdą stylizację, gdyż to na takiej twarzy pojawia się szczery i promienny uśmiech. O swoich pielęgnacyjnych faworytach opowiem już niebawem #sooostaytuned! Nie będę Was jednak czarować, iż bez użycia grama kolorowych produktów do jej podrasowania, prezentuje się doskonale. Mam jednak swój wyśmienity zestaw ratunkowy i każdego rana nie waham się go użyć! Podstawą mojego makijażu jest oczywiście podkład. Choć poziomem krycia nie grzeszy, swym delikatnie nawilżającym i rozświetlającym wykończeniem, z miejsca zdobył moje ♥︎. Clarins Skin Illusion sprawia, iż cera momentalnie bije młodzieńczym blaskiem, a koleżanki dopytują czy za jej dotlenienie odpowiedzialny jest weekend w nadmorskim kurorcie! Jest, a jakoby go nie było. Koloryt cery staje się bowiem ujednolicony, drobne niedoskonałości niemal niewidoczne, a skóra niby naga. Ponadto doskonale nawilżona do tego stopnia, że ewentualne przesuszenia wynikające ze stosowania złuszczających preparatów, zostają w magiczny sposób ukryte. Brzmi jak magia? Być może, jednak i negatywne aspekty produktu muszę wyróżnić. Najbardziej doskwierająca dla wielu użytkowników, może być przeciętna trwałość, jednak mi wadzi niedostatecznie jasna gama odcieni. Posiadany (103), będący rzecz jasna tym najjaśniejszym, wyśmienicie dopełniał koloryt cery w porze letniej, obecnie jest zdecydowanie zbyt ciemny. Skazany zatem na zimowy niebyt, do łask wróci wraz z wiosennym ociepleniem. Pozostałe odkrycia ostatnich tygodni towarzyszyć mi będą także przez kolejne i kolejne, bowiem prezentowane przez nie odcienie są szalenie uniwersalne. O paletce do modelowania twarzy Eveline Contour Sensation już wspominałam, jednak nie spodziewałam się, że szturmem zdobędzie miejsce w moim codziennym makijażu. „To paleta, w której wnętrzu kryją się 3 produkty o pudrowej konsystencji, dzięki którym w kilkadziesiąt sekund możemy swojej twarzy nadać wymiaru. Bronzer, róż i rozświetlacz to bowiem totalne niezbędniki, szczególnie jeśli wykonturowana, zaróżowiona i rozświetlona cera jest efektem przez nas pożądanym. To dzięki tym produktom możemy poprawić proporcje twarzy, delikatnie ją wyszczuplić, a także dodać świeżości bądź przyciągnąć uwagę do szczytowych punktów. Wystarczy delikatnie zatopić włosie, a następnie skórę omieść pędzelkiem w strategicznych miejscach, aby zadziała się magia. Z nią będziemy mieć do czynienia jeśli pozwalają nam na to nasze umiejętności, ale i kiedy sięgniemy po kosmetyki w odpowiedniej tonacji. Sama skusiłam się na chłodniejszą wersję modelującej palety (01 Pink Beige), gdyż zawarte w niej odcienie lepiej dopełniają moją urodę.” Za jakie atrybuty ją pokochałam? Z pełną recenzją możecie zapoznać się TU. Gorąco zachęcam, gdyż owa paleta niewątpliwie zalicza się do tych produktów, których jakość nie jest współmierna do stosunkowo niskiej ceny. Trudno natomiast w obliczu kolejnego ulubieńca, mówić o korzystnej cenie, kiedy do naszej świadomości zostanie wysłany impuls #1wkład=57PLN. Na tym poziomie kształtuje się obecnie cena pojedycznego wkładu do palety. Absolutnie nie napiszę więc, że jest to totalny niezbędnik, o który każda kobieta musi wzbogacić swoją kolekcję cieni. Takowego obowiązku nie ma, przyjemność płynąca z takiego postępowania jest jednak olbrzymia. MAC All That Glitters to jeden z tych odcieni, który naprawdę warto mieć, gdyż podkreśli każdy kolor tęczówki, a prawdziwe piękno wydobędzie z tej o niebieskiej i zielonej barwie. Przez markę określany jako beż ze złotą perłą. Możecie mi jednak wierzyć, że owy opis to prawdziwy gwałt na tym odcieniu! Nie jest on oczywisty. Znajdziecie w nim wspomniany beż czy złoto, ale i róż oraz miedź. Na powiekę nakłada się gładko jak masełko, a trwa na niej aż do momentu demakijażu. Czy żałuję tych 57 wydanych na niego PLN? Skądże! Co więcej → jestem przekona o tym, że i Wy nie pożałujecie. Pięknie łączy się z niemal każdym odcieniem pomadki, choć nie ukrywam, że z moim ostatnim odkryciem z działu beauty, wybitnie się lubi. Wibo Juicy Color to połączenie kremowej pomadki z nawilżającym balsamem. Nie czarujmy się, trudno przy owej kombinacji oczekiwać niespotykanej trwałości. Poprawki w ciągu dnia są konieczne, możecie być jednak pewne, że pod koniec dnia przywitają Was wypielęgnowane usta zamiast obsuszonych na miarę rodzynek warg. Na wyróżnienie zasługuje natomiast bogata gama kolorystyczna, wśród której bez problemu odnajdziecie idealny odcień nude (6).

ulubiency-9-10-3

Jesienna chandra nie ma szans w starciu z powyższymi odkryciami! Szczególnie, kiedy posiłki nadciągają także ze sfery pozakosmetycznej, dopieszczającej ciało, ale i duszę. Nastała pora wieczornych, domowych nasiadówek, niezmiernie ważny stał się więc klimat czterech kątów. Gadżety, które jeszcze kilka miesięcy temu skazane były na zapomnienie, obecnie święcą triumfy. Rozjaśniające i ocieplające wnętrza kominki czy świece wróciły do łask. Nie tylko te marek niezwykle polecanych, tj. Bath&Body Works czy Yankee Candle, ale także i tych mniej popularnych, do których zaliczyć mogę m.in. DW HOME z moim obecnie ulubionym zapachem White Iris. Stanowi on kwintesencję świeżości i czystości z delikatną, kwiatową nutą. Jeśli szalejecie na punkcie Sea Island Cotton bądź Soft Blankett lub Fluffy Towel, macie w nim godnego, znaczne tańszego (39.99PLN w TkMaxx) rywala. Kiedy atmosfera do odpoczynku jest już należyta, aż żal nie poświęcić godziny czy dwóch na wciągnięcie się w nową powieść. Z dziełem Remigiusza Mroza „Immunitet” spędziłam całą noc, następnego dnia nie mogłam opędzić się więc od komentarzy dotyczących mojej domniemanej choroby bądź alergii. Choć faktycznie prezentowałam się dość niewyraźnie, przyznaję, że Mróz stanął na wysokości zadania. Co prawda zaliczam się do grona czytelników nieusatysfakcjonowanych zakończeniem powieści, jednak polityczny jej charakter, jakże aktualny spór związany z Trybunałem Konstytucyjnym, a także morderstwo rzekomo popełnione przez sędziego, sprawia, że moje niezadowolenie szybko uległo zatarciu. Pewny jest natomiast fakt, że czekają mnie kolejne i kolejne noce z RM, a nie wiem jak na ten stan rzeczy będą zapatrywać się domownicy. W razie niesnasek, podobnie jak miało to miejsce w minionych tygodniach, zawsze mogę udać się na spacer, opatulona w ogromny i jakże mięciutki szal w kratę z Reserved, z dyndającą na nadgarstku bransoletką, która stanowi pewien rodzaj amuletu. Nie podejrzewam jej twórczyni (Alex z HRH Collection) o szamańskie zapędy, jednak w wykonywanej przez nią biżuterii, a zwłaszcza kamieniach La Lumiere jest jakaś siła. Oby taka siła, której niestraszna będzie jesienna chandra! 

To absolutni ULUBIEŃCY ostatnich tygodni! Który z nich najbardziej Was zainteresował? 

Może żaden z nich nie przebił Waszych? Jacy oni byli?

Dajcie znać!

♥︎

POST NIE JEST SPONSOROWANY.

ZAPREZENTOWANI ULUBIEŃCY ZOSTALI KUPIENI PRZEZE MNIE.